🐎 Najgorsze Sceny Z Horrorów

Najlepsze slashery Slashery należą do najpopularniejszych horrorów. Nie odznaczają się może ambicjami kina psychologicznego, ale jeśli je lubicie, doskonale wiecie, że nie ma nic przyjemniejszego niż obejrzenie krwawej jatki, jaką urządza psychopata rodem z lasu grupce zagubionych nastolatków. To niby horror, a sceny są efekciarskie niczym w połączeniu „300” z „Matriksem”. Ale największą spierdoliną filmu są żywe trupy. Dawno nie widziałem tak słabego pomysłu. Dostajemy bowiem króla i królową zombie, które stworzyły z innymi zombie jakiś rodzaj społeczeństwa. Gość 3x gwałt. Goście. Napisano Lipiec 6, 2010. Chyba dlatego, że jako kobieta jestem na tym punkcie najbardziej przeczulona. Ułożyłam listę pod względem drastyczności. 1. Gwałt w ZWIĄZANE Z: 10 horrorów do obejrzenia, jeśli kochałeś zdradę Chociaż jego pierwszy film z tej serii był ikoniczny, to drugi, który naprawdę zdobył złoto. W tym filmie opanowanym przez Deadite nie brakuje skaczących trosk, ale Raimi daje widzom coś więcej, łącząc przerażający horror z jedną z najlepszych mrocznych komedii Postanowiliśmy wybrać 10 najbardziej przerażających scen otwierających horrory. 10. „Strefa Mroku” (1983) Film oparty na słynnej serialowej antologii, która wprowadzała widzów w niepokój od lat 50. XX wieku. Produkcja składa się z 4 filmowych opowieści z dreszczykiem. Rozpoczęcie nie zapowiada wcale mrocznych historii z NAJSTRASZNIEJSZE HORRORY ŚWIATA !!! Jestem odważnym facetem i mało który horror jest mnie w stanie przestraszyć. Poleccie które horrory sprawiły że po ich obejrzeniu spaliście przy jasno zapalonym świetle w całym mieszkaniu. Bo mam ochote na naprawde ostra jazde z horrorem ale żeby to był horror, czyli coś nadprzyrodzonego, coś Seria horrorów w uniwersum Obecność, zestaw filmów grozy oparty na faktach z życia małżeństwa Warrenów. Po raz kolejny zapraszamy Was do artykułu, w którym opisujemy kolejną serię grozy. Tym razem jedne z najbardziej znanych horrorów, seria Obecność. Uniwersum Obecność to kolejny zestaw grozy, który pragniemy przedstawić na Seria horrorów, których bohaterem jest sadystyczny Jigsaw należy do najsłynniejszych dzieł gatunku. Skrajna przemoc, podstępne łamigłówki i okrutne zasadzki to znaki firmowe tej serii, a widzowie na długo zapamiętują sceny okrutnych tortur, którym psychopata podaje swoje ofiary: palenie żywcem, wsadzanie kończyn do kwasu, wyrywanie łańcucha z ciała, wycinanie sobie oka Mgła – zło, które czai się w oparach. To jeden z najsłynniejszych horrorów w historii kina. Chodzi mi o wersję „Mgły” z 1980 roku w reżyserii Johna Carpentera. Zemsta duchów marynarzy, którzy niegdyś zostali zdradzeni i wysłani na śmierć, nie epatuje krwią i makabreską. esbY. Horror wydaje się jednym z najtrudniejszych gatunków dla filmowców. Stworzenie dzieła, które będzie nie tylko przerażać i zawierać pierwiastek artystyczny, ale także spodoba się widzom, to nie lada wyzwanie. Niektórym twórcom udało się jednak podołać temu zadaniu. Świadczą o tym wysokie oceny przyznawane przez użytkowników dwóch niezwykle popularnych baz filmowych - Filmwebu oraz Miejsca w tym zestawieniu zostały przydzielone na podstawie średniej ocen z obu portali. Obcy – 8. pasażer Nostromo W dobie dzisiejszych horrorów może nie wydawać się już tak straszny, ale to bezdyskusyjny klasyk sci-fi i kina grozy. Załoga tytułowego statku kosmicznego po odebraniu tajemniczego sygnału ląduje na niezbadanym księżycu. Szybko okazuje się, że miejsce zamieszkują obce formy życia, a nadawana wiadomość miała zwabić ludzi w pułapkę. Podczas seansu każdy widz nerwowo podskakiwał na widok wyskakującego znienacka ksenomorfa i zatykał uszy na dźwięk jego przeraźliwego pisku. Ridley Scott świetnie zagrał na emocjach genialnym pojawieniem się pierwszego, małego stwora, a także samymi ciemnymi przestrzeniami Nostromo. Patrzenie, jak Ellen Ripley w niepewności przemierza korytarze statku, to gwarantowane siedzenie jak na szpilkach. Sequel Obcy – decydujące starcie także uzyskał bardzo wysoką średnią – 7,995. Lśnienie Stanley Kubrick podjął się ekranizacji kultowej książki Stephena Kinga, a główną rolę powierzył Jackowi Nicholsonowi. Takie połączenie musiało skończyć się świetnym filmem. Jack Torrance dostaje posadę zimowego stróża w położonym na odludziu hotelu Overlook, który poza sezonem jest zamknięty dla gości. Niedługo po tym, jak razem z rodziną wprowadza się do ośrodka, mężczyznę dopadają dziwne wizje i myśli. Wkrótce okazuje się, że miejsce oddziałuje także na Danny’ego, kilkuletniego syna Jacka. Świetna gra Nicholsona, nastrojowa muzyka i kapitalne ujęcia czynią z Lśnienia jeden z ciekawszych horrorów w historii. Gabinet doktora Caligari Ten tytuł ujrzał światło dzienne w 1920 r., co czyni go najstarszą pozycją w tym zestawieniu. Jak we wszystkich dla tej epoki horrorach, także i w dziele Roberta Wienego nie znajdziemy żadnych jump scare’ów. Jednak klimat tej produkcji bije na głowę dziesiątki filmów, które powstały w ciągu następnego stulecia. Nie ma tu kolorów, nie ma dźwięku, ale jest świetna historia i te sardonicznie wyszczerzone twarze, które muszą robić wrażenie. To wszystko tylko potęguje odbiór losów tajemniczego hipnotyzera i zagadkowych morderstw. Artystyczne dzieło najwyższych lotów, a do tego zakończenie, które nawet dziś budzi dyskusje. Furman śmierci Niby horror, ale tak naprawdę opowieść o cierpieniu i próbie zadośćuczynienia. Niestroniący od alkoholu David Holm w sylwestrową noc upija się na cmentarzu i umiera. Według legendy ostatni grzesznik, który umrze w danym roku, przez cały następny rok ma przewozić dusze umarłych na wozie Śmierci. Sam motyw niezbyt wpisuje się w dzisiejsze standardy, ale w 1921 r. temat służby dla Kostuchy mógł wzbudzać dreszcze. A już zwłaszcza, jeśli zachęceni widzowie postanowili obejrzeć film, w którym postaci zjaw faktycznie są przezroczyste i nie przypominają żyjących istot. Dzięki nowatorskiej technice zdjęć Furman śmierci uznawany jest za arcydzieło kinematografii. Nosferatu – symfonia grozy Historia Thomasa Huttera i jego próby sprzedaży domu grafowi Orlokowi to następna kultowa pozycja z lat 20. Podobnie jak w przypadku Gabinetu doktora Caligari także film Friedricha Murnau urzeka sposobem wyeksponowania elementów grozy. Powolne wyłanianie się Nosferatu spod pokładu statku musiało robić niezwykle wrażenie wtedy, a z perspektywy czasu można docenić, jak ważny dla następnych filmów mógł być ten fragment. Sam wampir, fantastycznie zagrany przez Maxa Schrecka, wygląda doprawdy imponująco. Aktora posądzano nawet o bycie prawdziwym krwiopijcą, a na temat granego przezeń bohatera powstał film Cień wampira. Wysoką średnią, bo aż 7,605 uzyskał także Nosferatu wampir, czyli remake tej pozycji z 1979 r. Dziecko Rosemary Kolejna ekranizacja bardzo głośnej książki. Roman Polański sfilmował powieść Iry Levina, który poruszył kontrowersyjny jak na lata 60. temat satanizmu. Rosemary i Guy wprowadzają się do nowego mieszkania, gdzie ich sąsiadami zostają tajemniczy Castevetowie. Ich dziwne zachowanie, zwłaszcza w trakcie deseru, nie podoba się bohaterce, która wkrótce zachodzi w ciążę. Objawy są wręcz niespotykane, tak jak reakcje wszystkich dookoła. Do tego Rosemary wciąż nawiedzają halucynacje i koszmary, których źródła powoli zaczyna się domyślać. Coś Następny niewątpliwy klasyk horroru sci-fi. Ekipa bazy naukowej na Antarktydzie zostaje zaatakowana przez obcą formę życia. Przybysz z kosmosu jest w stanie egzystować wyłącznie wewnątrz innego organizmu, który potrafi niesamowicie zdeformować. To właśnie efekty specjalne, jak choćby słynne szczęki na brzuchu czy transformacja psa, są najczęściej przywoływanym elementem dzieła Johna Carpentera. Widzowie cenią także niesamowity klimat, który do spółki z wymienionym wcześniej Obcym stał się inspiracją dla niezliczonych horrorów o odciętej od cywilizacji grupie ludzi, która zmaga się z przeciwnikiem o nadprzyrodzonych mocach. Egzorcysta W moim osobistym zestawieniu najstraszniejszy film w historii. W 1973 r. na salach kinowych normalnością stało się omdlewanie widzów, dla których widoki i odgłosy były zbyt przerażające. Trudno się dziwić, bo wcześniej po prostu czegoś takiego nie było. 12-letnia dziewczynka pada ofiarą tajemniczej choroby, która umożliwia jej nadprzyrodzoną siłę i zdolności. Gdy lekarze nie są w stanie jej pomóc, do dzieła wkracza egzorcysta. Efekty (wizualne i dźwiękowe) nadal robią wrażenie, zwłaszcza w legendarnej scenie z obrotem głowy, a gra aktorska jest po prostu mistrzostwem, od którego powinny uczyć się wszystkie horrory, nie tylko te o egzorcyzmach. Dziwolągi Fabuła skupia się na zemście pracujących w cyrku odmieńców, którzy odkrywają, że jedna z artystek chce wyjść za ich towarzysza tylko dla jego majątku. Może nie brzmi to zbyt strasznie, ale w 1932 r. ten film wywołał kilka skandali. Po próbnych seansach niemal 30 proc. filmu wycięto z uwagi na szokujące sceny kastracji, a obraz do dziś jest zakazany w niektórych stanach i państwach. Obok brutalnych fragmentów strach budził sam dobór obsady. W ekipie obok zawodowych aktorów znaleźli się bowiem ludzie o różnych deformacjach ciała. Warto zaznaczyć, że wówczas obecność karłów była czymś niezwykłym, nie mówiąc już o Prinsie Randianie, znanym jako Człowiek-Tułów. Vampire Hunter D: Żądza krwi Horror anime oparty na graficznych opowiadaniach autorstwa Hideyukiego Kikuchiego. D jest dhampirem, trudniącym się zabijaniem wszelkich nieczystych istot. Pewnego razu przybywa do majątku zamożnego Johna Elbourne’a, którego córka została porwana przez wampira Meiera Linka. Główny bohater przyjmuje zlecenie sprowadzenia dziewczyny z powrotem lub, w razie potrzeby, zapewnienia jej lekkiej śmierci. Nietrudno się domyślić, że produkcja obfituje w posępny, gotycki klimat oraz efektowne, krwawe sekwencje. Wywiad z wampirem Film klasyfikowany jest jako horror, choć bliżej mu raczej do dramatu. Po stracie żony i córki Louis de Pointe du Lac traci chęć do życia. Pewnego dnia odwiedza go wampir Lestat de Lioncourt, który przemienia go w wampira. To, w połączeniu z nieśmiertelnością, ma pozwolić szybko zapomnieć o bólu Louisa. Ten nie jest jednak zdolny do bezwzględnego zabijania. Najwięcej grozy dostarcza z pewnością kreacja Toma Cruise’a; nie potrzeba nawet sceny, w której gra na fortepianie, by poczuć dreszczyk emocji. Wywiad z wampirem jest także gratką dla miłośników kina kostiumowego. Czarownice Następna pozycja z lat 20., choć tym razem w innej formie. Benjamin Christensen prezentuje szalejące w średniowieczu polowania na czarownice. Ten tytuł łączy w sobie i dokument, bo reżyser ukazuje choćby ilustracje z tamtych czasów, i normalną produkcję fabularną. Aktorzy odgrywają bowiem świetne sceny kontaktów z diabłem, przygotowywania eliksirów i innych mrocznych praktyk wiedźm. Z drugiej strony reżyser przedstawia choroby układu nerwowego, które mogły być źródłem posądzeń o czary. W Czarownicach wrażenie robią przede wszystkim kostiumy i wygląd wiedźm i demonów, które przed oczami widza stworzył skandynawski reżyser. Omen Motyw szatana wraca do tego zestawienia. Omen idzie o krok dalej niż Dziecko Rosemary; nie oczekujemy już porodu niepokojącej istoty, bo ta rodzi się 6 czerwca o szóstej rano. W tym samym czasie Katherine Thorn rodzi martwe dziecko. Zrozpaczony ojciec chce ukryć przed małżonką ten fakt i decyduje się na adopcję drugiego niemowlęcia, którego matka umarła przy porodzie, zostawiając je zupełnie same. Wszystko wydaje się być dobrze, ale dookoła małego Damiena dzieją się tragiczne rzeczy, którymi on wydaje się w jakiś sposób sterować. Ten jeden film dobitnie pokazuje, jak przerażające mogą być pozornie niewinne dzieci. Odpowiedzi Aga140 odpowiedział(a) o 13:36 ludzka stonoga ... sory ale reżyser coś brał ;/// blocked odpowiedział(a) o 17:14 ' Oszukać przeznaczenie' - nie wiem dlaczego większość ludzi tak się tym zachwyca, ale jak dla mnie nie ma w tym nic strasznego, raczej dużo krwi i ludzkiego mięsa - tyle' Potwór z bagien ' - beznadziejny film, naprawdę nie wiem jak mógł uzyskać tytuł horroru -_- blocked odpowiedział(a) o 17:01 zabójcze ciało - beznadzieja ja się śmieje w trakcie oglądania horrorów. bo zawsze przewiduje co się dzieje.; )Ale 'lustra' było nawet fajne blocked odpowiedział(a) o 13:09 HostelFeardotcomtragedia. aveRock odpowiedział(a) o 19:22 Dla mnje najgorszym filmem, oglądałam go tylko po to bo chciałam wiedzieć jak sie skończy, nidny głupi itp..O to "the blair witch project" Jeden wielki niewypał! ;d mam 3 najgorsze (czyli takie na których przysypiałam) -Ośmiornica-krwiożercza małpa -Sweet InsanityNie wspominając filmów z serii "... żywych trupów" blocked odpowiedział(a) o 16:24 oszukać przeznaczenie to jest dno den nie cierpie tego gówna izkaa odpowiedział(a) o 17:01 nie ma takiego horroru:Pdla mnie horrory nie są straszne:D anahi 27 odpowiedział(a) o 17:01 mgła- taki beznadziejny że niemogłam oglądać blocked odpowiedział(a) o 15:11 Himitsu odpowiedział(a) o 16:01 najgorszy pod względem tandety to były wrota do piekieł, mgła. blocked odpowiedział(a) o 15:25 " Oszukać przeznaczenie ". blocked odpowiedział(a) o 18:47 REC nawet ale nie pamiętam najgorszego *Bee odpowiedział(a) o 15:30 Samolot nr 13. Tandeta! Jak wypadali przez okno samoloty, było widać sznurki, do których byli przywiązani blocked odpowiedział(a) o 19:23 Nowa wersja "Koszmaru z Ulicy Wiązów" oraz "Piła" Finał ;dBeznadziejny film ; p touristas czy coś takiego - beznadziejny, to miał być horror, a było to jakieś ścierwo .. Alice# odpowiedział(a) o 18:11 Labirynt faunaRecNic powalającego blocked odpowiedział(a) o 11:25 odpowiedział(a) o 18:36 zejście ... normalnie żal ;/ blocked odpowiedział(a) o 21:39 najgorszy był kolekcjoner głów, takiego szajsu świat nie widział! Co za bezsens krew się tak nie rozpryskuje! lol blocked odpowiedział(a) o 21:40 a i zgadzam sie z dzieckiem księżycajeżeli chodzi że jest nudny... Pala07 odpowiedział(a) o 23:11 'Rec' fajny bo kręcony jakby amoatorską kamerą.. można się wczuć ;] Oszukać przenaczenie - żaaaaaaaal szażaal . blocked odpowiedział(a) o 10:31 Incepcja-Po 30 minutach po seansie kinowym trzęsła mi się szczenka ;P Wg mnie "Oszukać przeznaczenie" też nie jest straszne, ale podoba mi się. Najgorsze według mnie to:- "Laleczka Chuky" - nawet małe dziecko by się nie przestraszyło...- "Paranormal activity" - sory - tam nic się nie dzieje. Oglądałam z mamą urywki, bo nic się nie działo i nic. Nie wiem czym się tak wszyscy "Egzorcyzmy Emily Rose" . Czy tam w ogóle się coś działo?! Kur... Oglądałam całe i No i niezapominajmy o szczycie żenady - nowa wersja "Koszmaru z ulicy Wiązów" ... Ludzieee. Jak można było zrobić z Krugera pedofila?! I jeszcze ten jego "Mgła" jest nawet spoko. Nie robi wrażenia, ale nie jest najgorsze."The Ring" (2002)? "The Ring" nie jest straszny?! Dobra. Nie wnikam. Oglądając to miałam z 7-9 lat, więc może wydawało mi się straszniejsze. "Piła" i "Oszukać przeznaczenie"po 1:nienawidzę tego gatunku horrorówpo 2:nie jest straszny :Pdla tego typu horrorów trzeba zrobić inny gatunekjak widzę napis horror liczę że się czegoś przestraszę a tutaj?nie ma nic strasznego...Może niektórzy lubią takie horrory...ogólnie nie są to gnioty dobrze zrobione tylko to nie powinny być horroryi jeszcze oglądałem raz: "Bunt Zmarłych"to jest totalna porażka... Aliνe odpowiedział(a) o 14:19 Ludzka stonoga i Rekiny z plaży. ☭Commie☭ odpowiedział(a) o 09:15 Nie pamiętam jak się nazywał, ale to był jakiś porypany, zupełnie bez sensu horror o jakiejś dziewczynie chorej psychicznie. 3dana odpowiedział(a) o 23:17 Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Horrory, czyli "kiedyś to było" Horror towarzyszy nam praktycznie od początku kinematografii, pierwsze krótkometrażowe historie z dreszczykiem kręcił już Georgesa Méliès, za debiut gatunkowy uznano jego „Rezydencję diabła” (możecie go obejrzeć pod akapitem). Co ciekawe, pomimo że film pochodzi z 1896 r. praktycznie cały został zrealizowany przy pomocy efektów specjalnych, no, właściwie to efektu, konkretnie stopklatki. Wraz z profesjonalizacją produkcji szybko pojawiły się pierwsze adaptacje książkowej klasyki, takie jak na przykład „Doktor Jekyll i pan Hyde”. Lata 20-te przyniosły światu pierwsze gatunkowe arcydzieła, mowa oczywiście o niemieckim ekspresjoniźmie z ikonicznym „Nosferatu: symfonia grozy” na czele. Dekadę później w Stanach sławę zdobyli Béla Lugosi, rolą Draculi oraz Boris Karloff grający potwora Frankensteina. Wywołało to pierwszą wielką modę na ten gatunek, niestety większość filmów, które wtedy powstawały była kiepskimi imitacjami hitów produkowanych przez wytwórnię Universal. Produkcja horrorów wyhamowała w czasie i tuż po II Wojnie Światowej, ludzie doświadczyli w tym czasie tylu strasznych rzeczy w prawdziwych życiu, że dodatkowa stymulacja chyba przestała im być na taką skalę potrzebna. Sytuację odwróciło powstanie fenomenu pod nazwą horrory z wytwórni Hammer, którego aktorskim symbolem stał się Darcula w wykonaniu Christophera Lee. Czerpiąc jeszcze z trochę teatralnej stylistyki znanej z filmów z Lugosim, producenci dołożyli do nich znacznie więcej krwi, atrakcyjnych kobiet i... niestety najczęściej bardzo niedopracowane scenariusze. Nie mniej, na pewien czas widzowie „kupili” ten powrót horroru i masowo chodzili na te filmy do kina. Znacznie większa krwistość horrorów z lat 50-tych zrobiła podłoże pod powstania jego podgatunku nazywanego gore. Bryzgająca we wszystkich kierunkach krew, rozszarpywane członki, dosłowność pokazywanych scen miały wywołać u widza uczucie obrzydzenia, odrazy i... satysfakcji. Za pierwszego przedstawiciela tej grupy filmów uznaje się „Krwawą ucztę” H. G. Lewisa. Gore zdobyło grono wiernych fanów, ale jednocześnie dla większości widzów w tamtym czasie okazało się „za bardzo, za daleko”. Na większe uznanie zapracowali dopiero tacy twórcy jak G. Romero ze swoją „Nocą żywych trupów” czy Tobe Hooper z „Teksańską masakrą piłą mechaniczną”, którzy w nieoczywisty sposób włączyli w swoje filmy komentarz do ówczesnej sytuacji społecznej. Widzowie zresztą też zaczęli się zmieniać, dosłowna przemoc była wtedy już obecna nie tylko w filmach tego gatunku. Jednocześnie przez cały ten okres różne elementy stylistyki czy zagrywek fabularnych charakterystyczne dla horrorów przenikały do innych gatunków filmowych. Korzystali z nich chętnie tacy twórcy jak choćby Hitchcock, Polański czy Stanley Kubrick. Ten trend miał się w przyszłości jeszcze się rozwinąć, przynosząc nam choćby takie dzieła jak seria „Obcy”, łącząca w kolejnych częściach elementy różnych podgatunków horroru z kinem science-fiction. Od przełomu lat 70 i 80-tych zeszłego wieku horrory stały się wszechobecne, ilość produkcji typu „Halloween”, „Piątek trzynastego” czy „Koszmar z ulicy Wiązów” można liczyć w dziesiątkach. Elementy charakterystyczne dla tego gatunku stały się powszechne w kinie science-fiction (np. „Coś” Carpentera, wspomniana seria „Alien”), pojawiły się genialne eksperymenty, jak ewoluująca z horroru z elementami czarnego humoru do horroru komediowego seria „Martwe zło” / „Armia ciemności”. Niestety procentowo ilość tandetnych produkcji zaczęła mocno dominować i tak pozostało już do dziś. W okolicach roku 2000 osobnym zjawiskiem (i swego rodzaju gwarancją jakości) stały się horrory japońskie, często i zaskakująco dobrze adaptowane przez Hollywood. „Krąg”, „Dark Water” czy „Klątwa”, niezależnie od wersji, odcisnęły swoje piętno na historii gatunku. Mniej interesujące (przynajmniej z mojej perspektywy) są amerykańskie franczyzy typu „Krzyk”, „Piła”, „Oszukać przeznaczenie” czy produkowane seriami filmy w stylu "Wzgórza mają oczy”, „Wrong turn”. Eksploatowane do granic możliowści wyglądają, jakby ktoś cały czas korzystał ze scenariusza pierwszego filmu z serii i zmieniał tylko bohaterów i lokacje. Najbardzie wartościowe filmy tego gatunku nie pojawiało się na fali jakiejś mody. Najczęściej był to efekt pracy zdolnego reżysera ze świetnym materiałem literackim. „Dziecko Rosmary” (Polański - Levin), „Lśnienie” (Kubrick - King), „Wywiad z wampirem” (Jordan - Rice), „Dracula” (Copolla - Shelley), „9 wrota” (Polański - Perez-Reverte). Drugą grupą wyróżniających się utworów, są filmy, które w poważny sposób podeszły do tematu demonologii. Nie da się nie zacząć od genialnego "Egzorcysty” Friedkina, ale bardzo dobre są też „Rytuał” Håfströma, „Inni” Amenábara. To w tej grupie znajduje się film, który uważam za najlepszy horror w historii. „Egzorcyzmy Emili Rose” Scotta Derricksona to chyba jedyny film, który zdołał wywołać u mnie dłuższy dyskomfort psychiczny, do tego stopnia, że do dziś nie obejrzałem go drugi raz, pomimo mojego ateizmu połączonego z zainteresowaniem tematami demononologią od strony kulturoznawczo-historycznej. Ostatnią grupą „straszydeł”, którą bym wyróżnił jako ponadprzeciętne to horrory zagłębiające się pod pretekstem różnych nadprzyrodzonych czy apokaliptycznych wydarzeń w meandra ludzkiej psychiki. Przykładami tego typu produkcji będą na przykład moje ulubione seriale, „Dom grozy” oraz „Walking Dead”. Czy obecne horrory wciąż straszą? Takie pytanie dość często można spotkać w dyskusjach dotyczących tego gatunku i nie jest łatwo na nie odpowiedzieć. Widz tego typu filmów bardzo się zmienił, widział już praktycznie wszystko, nie ma takiej kończyny i metody jej obcięcia, której gdzieś już nie pokazano. Nie ma takiego triku filmowego, którego już kilka razy byśmy nie widzieli, nie ma też chyba tematyki, której horror nie zaadaptowałby na swoje potrzeby. A jednak, perełki w tym gatunku cały czas się trafiają. Horrory to coś więcej niż akcja, która toczy się w nocy Co decyduje o tym, że dany film wybija się ponad przeciętność? Kluczowe wydaje się tutaj wyczucie reżysera, jak zbudować klimat grozy, często zresztą nie pokazując niczego strasznego w kadrze. Dobrym przykładem są tu filmy wspomnianego Derricsona („Sinister”) czy Jamesa Wana („Obecność”). Na uniknięcie wrażenia kliszy pozwala też połączenie horroru z innym gatunkiem, takie jak westernowy „Bone Tomahawk” czy wojenna „Dolina cieni”. Świetnie sprawdziło się też umiejscowienie akcji „Midsommar” na sielskiej wsi i skąpanie jej w świetle słońca. Nieustająco działa też urok horroru kostiumowego, jak choćby we wspomnianym „Domie grozy” czy „Kobiecie w czerni” z Harrym Potterem w roli głównej ;). Ciekawy klimat znajdziemy też w surowej i kameralnej „Czarownicy. Bajce ludowej z Nowej Anglii”. Ogólnie jednak zdecydowana większość dzisiejszych produkcji straciła zdolność wywoływania „horrorowych” emocji. Wszystkie dzisiejsze slashery i gore, może poza paroma kameralnymi produkcjami i kinem azjatyckim, to po prostu festiwal scenarzystów-rzeźników produkujących coraz bardziej krwawe, ale głupie i nudne filmy. Horror dziś, przez swoją powszechność, stał się gatunkiem trudnym tak dla ambitnego scenarzysty, jak i jeszcze bardziej dla reżysera. Niesetety, gatunek jest pop-kulturową kurą znoszącą złote jaja, więc producenci eksploatują go podobnie jak w latach 30-tych. Kiedy zacząłem pisać ten artykuł, wydawało mi się, że będzie to jego najłatwiejsza część. Tymczasem po krótkiej analizie wychodzi mi, że zawsze jakiegoś tytułu będzie mi żal, albo będę musiał zrobić listę Top 100 :). Jaki okres przyjąć? Szczególnie dziś, w czasach pandemii, gdy mamy możliwość nadrabiać zaległości, a serwisy VOD poszerzają swoje portfolia, aż prosi się, żeby polecić tu produkcje niekoniecznie najnowsze. Po namyśle zdecydowałem się ocenić okres od 2010 r. i wyróżnić 5 tytułów. Znakiem czasów jest to, że większość z nich to seriale, co jednocześnie powoduje, że ewentualne obejrzenie rzeczy z tej listy to zadanie na miesiące. Pierwszym wyróżnionym będzie serial „Dom grozy”. Fantastycznie nakręcony, jeszcze lepiej zagrany, z błyskotliwie splątanymi klasycznymi dla tego gatunku postaciami, wciąga nas w gęstą atmosferę wiktoriańskiego Londynu. Doskonała Eva Green, najlepszy w historii potwór Frankensteina, ikoniczny Dorian Grey i wielu innych świetnie napisanych bohaterów tworzą klimat, którego nie da się zapomnieć. Efekt psuje trochę zakończenie, wyglądające tak, jakby pod koniec kręcenia trzeciego sezonu ktoś postanowił, że czwarty kasują i nagle trzeba pozamykać wszystkie wątki. Na szczęście nie jest to spadek tak katastrofalny, jak w „Grze o Tron”. Drugie miejsce daje kolejnemu serialowi, zrobionemu w kompletnie innym stylu i klimacie, czyli o „The Walking Dead”. Serial, w którym po początkowym otrząśnięciu się i oswojeniu z zombie dowiadujemy się, że za większość przerażających sytuacji odpowiedzialni są ludzie. Serial, w którym boimy się nie tylko o naszych bohaterów, ale także o to, jaką drogę wybiorą. Poza tym to chyba jednyna na rynku produkcja, w której cały czas utrzymano zasadę, że każdy może zginąć. To nie jest to łatwe, stawiana często jak wzór tego podejścia „Gra o Tron” wymiękła w tej kwestii gdzieś w okolicy 5 sezonu... Serial ma obecnie 10 sezonów i tylko w jednym, ósmym zaliczył wpadkę jakościową. Trzecie miejsce na mojej subiektywnej liście trafi do komediowego horroru gore pt. „Ash kontra Martwe Zło”. Jest to serial będący kontynuacją przygód bohatera z serii „Martwe zło” / „Armia ciemności”, w którym bohater walczy ze złem uwolnionym w wyniku nieopatrznego odczytania zaklęcia z „Księgi umarłych”. Tak, jest tam wszystko to, co wcześniej skrytykowałem pisząc o slasherach, makabra na całego, flaki, obcinanie kończyn, ale... wszystko skąpane jest w oparach tak ogromnej dawki inteligentnego absurdu, że po prostu nie da się tego nie pokochać... Czwarte miejsce to „Pozwól mi wejść”, remake norweskiego horroru o przyjaźni pomiędzy chłopcem z problemami a małą wampirzycą, dziejący się w normalnym, dzisiejszym świecie. Znów film, który stawia na klimat, inteligencję widza i zabawę naszymi uczuciami dotyczącymi dzieci. Ostatnie miejsce w tym zestawieniu przyznam Jamesowi Wanowi, za jego „Obecność”. Jakość z jaką polepiono tu sztampowe motywy z przeciętnych amerykańskich horrorów, pokazuje ile znaczy talent do budowania klimatu. Widziałem sporo tytułów warsztatowo bardzo poprawnie zbudowanych, które jednak nie miały takiej siły oddziaływania. Nie uważam Wana za geniusza reżyserii czy kandydata do stworzenia w przyszłości jakiegoś arcydzieła, ale wydaje się, że w ramach tego gatunku będzie jeszcze długie lata jednym z najważniejszych nazwisk. W tym miejscu chciałbym też jeden film zhejtować. Tytułem okrzyczanym jak jedna z najlepszych produkcji ostatnich lata, było „Ciche miejsce” Johna Krasinskiego. Nie potrafię zrozumieć fenomenu tego filmu, poza świetnym pomysłem początkowym, wszystko jest tam rozwiązane w sposób urągający logice. Bohaterowie są idiotami, zło jest totalnie niezbalansowane (raz jest wszechmocne, a na końcu okazuje się banalne do zabicia), wykreowany świat nie ma za grosz wiarygodności. Szczerze odradzam. Jak widzicie na mojej liście nie znajdziecie znanych produkcyjniaków w stylu kolejnych „Pił”, „Zakonnic” i innych tego typu sztampowych produkcji. Nie ma też filmowych dzieł przez duże D, w stylu „Egzorcysty” czy „Egzorcyzmów Emilii Rose”, nie widzę wśród filmów z ostatnich lat, czegoś choć zbliżonego poziomem do wymienionych. Jedynie polecone przeze mnie seriale są klasą samą w sobie. Patrząc na zapowiedzi na najbliższy czas i biorąc pod uwagę to, że Covid-19 mocno spowolnił produkcję filmową, nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek film w najbliższym czasie zdołał to zmienić. Z wszystkich trailerów jakie ostatnio widziałem, intrygująco zapowiada się tylko marvelowski „Morbius”, ale do końca nie wiadomo ile w nim będzie horroru, a ile kina superbohaterskiego. Czemu Polacy nie kręcą horrorów? W zasadzie to od czasu do czasu kręcą. Problem w tym, że najczęściej po ich obejrzeniu widzowie woleliby, żeby ich jednak nie kręcono. O ile stare produkcje Marka Piestraka mają swój specyficzny urok, nowsze filmy wypadają najczęściej żałośnie. Połączenie klisz z amerykańskiego kina, z naszym przaśnym podwórkiem i kiepskimi dialogami powoduje, że widz nie jest w stanie uwierzyć w opowiadaną historię, polubić bohaterów czy zacząć przejmować się ich losem. Żeby jednak nie było samego narzekania, wyróżnię na tym polu dwie produkcje. Najlepszym polskim horrorem, do dziś trzymającym poziom jest film Jerzego Kawalerowicza „Matka Joanna od Aniołów”. Surowy, osadzony w głębokim średniowieczu ma świetny klimat i wypada bardzo dobrze na tle zachodniej konkurencji. Nie przypadkowo Scorsese uznał ten film za jedno z arcydzieł kinematografii. Z produkcji najnowszych niesamowity, straszno-groteskowy klimat oferuje nam musical z elementami horroru „Córki dancingu”. Zdaję sobie sprawę, że to produkcja, która odrzuci bardzo wiele osób, ale ja się na niej bawiłem przednie. Zupełnie natomiast nie rozumiem zachwytów nad „Demonem” Marcina Wrony, który chcąc wypowiedzieć się jednocześnie na poważny temat, zagubił gdzieś przejrzystość narracji i nie zdołał wytworzyć nastroju grozy. Jeśli chodzi o inne polskie produkcje, to nic nie przebije kuriozalnego slashera pt. „W lesie dziś nie zaśnie nikt”, który jest podręcznikowym przykładem jak: - nie należy używać klisz - nie wzbogacać kina klasy B o lokalne „smaczki” klasy C. - nie wrzucać głupkowato różnych wątków tylko po to, aby wywołać skandal Cóż, na porządny, nowoczesny polski horror przyjdzie nam chyba jeszcze poczekać (wspomniane „Córki...” to jednak film z głębokiego pogranicza tego gatunku). Podsumowując, horror jako gatunek stał się obecnie dojną krową dla producentów, przez co produkuje się dużo miernoty w ilościach hurtowych. Jeśli ktoś jest bezkrytycznym fanem gatunku, ma w czym wybierać, jeśli ktoś jest fanem dobrego i oryginalnego kina... także, ale musi szukać filmów albo bardzo klasycznych i nawiązujących do literackich wzorców, albo z pogranicza tego gatunku. Dobrze można się bawić na pastiszach, takich jak serial z Ashem czy filmy „Wysyp żywych trupów”, „Tucker and Dale vs. Evil” czy „Co robimy w ukryciu”. Natomiast gore i slashery kręcą się od dłuższego czasu w kółko, wywołując najczęściej uczucie zażenowania zamiast przerażenia.

najgorsze sceny z horrorów